sobota, 12 lutego 2022

Paul Verlaine

 


Opinia publiczna widziała w nim pijaka, wykolejeńca i rozpustnika. Bliscy – wiecznego dzieciaka. A znawcy literatury – księcia poetów. Jego osobowość już w dzieciństwie została wykrzywiona nadmiernie opiekuńczą miłością matki. To ona tolerowała wybryki jedynaka, urodzonego w zamożnej rodzinie francuskich mieszczan. 



Podziwiał go Jean Arthur Rimbaud, młody genialny poeta. Arthur traktował Paula jak swego mistrza i przewodnika. Tak silne wrażenie wywarły na nim poezje Verlaine’a z tomu „Wiersze spod znaku Saturna”. Ówczesna opinia literacka także była pod ich wrażeniem. 



Nikt tak jak Verlaine nie umiał oddać słowem poetyckim czystego wrażenia, ulotnego doznania zmysłowego, marzenia, uczuciowej impresji. Okazał się mistrzem wiersza, w którym jednostkowe doznanie poetyckie roztapia się w pięknie otaczającego nas świata.




 Czule połechtany tak wysoką oceną własnych dokonań podjął złą decyzję życiową, której finał okazał się tragiczny.




 Dopiero pod koniec jego życia zaczęli się gromadzić wokół niego poeci zupełnie nowego pokolenia – „dekadenci”, którzy za kilka lat mieli zmienić obraz literatury światowej. Verlaine’a okrzyknęli swoim patronem. On już jednak tego nie doczekał. Zmarł, zrujnowany przez alkohol, głód i choroby, mając zaledwie 52 lata.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz